Wałbrzych: Szybka jazda, bez trzymanki

SIYA
Wałbrzyszanie palą gumy i zapewniają sobie zastrzyk adrenaliny
Wałbrzyszanie palą gumy i zapewniają sobie zastrzyk adrenaliny Mikołaj Nowacki
Ponad trzydziestu kierowców ścigało się na niedawno wybudowanym odcinku wschodniej obwodnicy. Nielegalne rajdy są coraz bardziej modne

Kilkudziesięciu kierowców postanowiło sobie urządzić wyścigi na niedawno wybudowanym łączniku, we wschodniej części Wałbrzychu. Droga wciąż jest zamknięta dla kierowców. A to skrzętnie wykorzystują drogowi piraci.

– Tu jest chyba ze trzydzieści samochodów. Przepuszczają innych kierowców, tak jakby wyścigi były legalne, ale nie sądzę, żeby ktoś wydał na nie zgodę – zaalarmowała nas Czytelniczka, która w niedziele wieczorem jechała w okolicach ulicy Uczniowskiej.

Po chwili na miejscu zjawiła się policja i amatorzy rajdów błyskawicznie się rozjechali. Okoliczni mieszkańcy przyznają, że nielegalne wyścigi stały się tam normą.
– Jak tylko zrobi się ciepło, od razu słychać ryk samochodów. Zwłaszcza w nocy niesie się po całej okolicy – narzeka pani Grażyna, mieszkanka kamienicy przy ul. Odlewniczej, w wałbrzyskiej dzielnicy Piaskowa Góra.

Wielbiciele rajdów niewiele robią sobie z policyjnych nalotów. Odczekują kilka dni i znów wracają na nieczynny wciąż odcinek drogi. Łącznik jest już właściwie gotowy, trwają jednak prace wykończeniowe, które musiały zaczekać na lepszą pogodę.

Ale nie tylko tę część miasta polubili kierowcy. Wyścigi organizowane są też w okolicy hipermarketu Tesco, w Szczawnie-Zdroju.

Ścigają się głównie młodzi ludzie. Dwudziestoletni Patryk z Wałbrzycha przyznaje, że wyścigi to coś, co kocha najbardziej. Rozpędzony do granic możliwości samochód i adrenalina. – Tego nic nie zastąpi, nawet seks – przekonuje z powagą.

Takich pasjonatów na Dolnym Śląsku są setki. Na wyścigi wybierają zwykle niedokończone drogi lub parkingi marketów. Rajdy zaczynają w nocy. Głównie dlatego, że wtedy łatwiej im uciec przed policją.

Funkcjonariusze przyznają, że zatrzymanie kierowców nie jest łatwe, bo ustawiają czujki, które ostrzegają przed zbliżającym się radiowozem.

– To chęć wyżycia się, sprawdzenia. To jest po prostu uzależnienie od adrenaliny, czyli naturalnego narkotyku – opowiada nam jeden z amatorów wyścigów. – Każdy ma swój sposób na jej wyzwalanie. Dla jednych jest to chęć zdobycia szczytu, jakiejś góry, czy zaliczenie niebezpiecznego rejsu. Dla innych – szybka jazda, kiedy musimy być maksymalnie skoncentrowani, a pobudzone zmysły pracują na najwyższych obrotach.

Tekst ukazał się w Panoramie Wałbrzyskiej z 6 marca 2012

Wjazd samochodem do centrum niemożliwy?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie